Świat się zmienia, jesteśmy coraz bardziej z jednej strony wyręczani przez roboty i maszyny, z drugiej uzależnieni od nich. Do naszego życia coraz śmielej wchodzi sztuczna inteligencja – coś zupełnie abstrakcyjnego, ale nic, totalnie nic, nie jest w stanie zastąpić nam drugiego człowieka – żywego, prawdziwego, z prawdziwymi emocjami, uczuciami i przede wszystkim miłością. I właśnie tego mogliśmy doświadczyć 18 kwietnia w Bytomskim Centrum Wsparcia.
Myśląc o scenariuszu na przedstawienie wielkanocne miałam na uwadze fakt, że będą go oglądać mieszkańcy BCW. Niektóre teksty były dedykowane specjalnie dla nich – czułam, że zmagają się właśnie z takimi problemami. Jeśli ktoś z Czytelników nie miał okazji zobaczyć tegorocznego młodzieżowego spektaklu, pisałam o nim w poprzednim artykule.
Niejednokrotnie przekonałam się na własnej skórze, że jeśli człowiek chce zrobić coś dobrego, zaczynają piętrzyć się problemy. W sumie, nic dziwnego. Jest ktoś, komu zawsze zależy, żeby zepsuć wszystko co dobre i Boże – szatan. Tak było i tym razem. Po wielkich zmaganiach, ostatecznie udało nam się dotrzeć do BCW w komplecie. Młodzież zrezygnowała ze swoich różnych planów, za co jeszcze raz im dziękujemy, i w kwietniową sobotę o godz. 10.00 zawitaliśmy w placówce opiekuńczej na Placu Szpitalnym w Miechowicach. Za każdym razem kiedy umawiamy się, że przyjdziemy do nich – niezależnie czy to z mariankami czy z młodzieżą – uderza mnie to, że mieszkańcy zawsze czekają już w komplecie na sali. Jest to sygnał, że oczekują naszych wizyt.
Podczas spektaklu wśród podopiecznych panowała cisza, choć jak się potem okazało, właściwie niemy krzyk. Łza płynąca po policzku i kapiąca na drżącą dłoń nie wydaje przecież dźwięku. Wspomnienie wracające do głowy sprowokowane oglądanym obrazem jest w końcu bezszelestne. Wyrzutu sumienia po nieudanych decyzjach nie słychać… Kiedy młodzi się ukłonili głos zabrała Pani terapeutka, która na co dzień pracuje z mieszkańcami BCW. W najcieplejszych słowach dziękowała nam za ten spektakl, bo – jak powiedziała – jej podopieczni zmagają się każdego dnia z ocenianiem, złośliwymi komentarzami, wypominaniem win, a nawet obraźliwymi epitetami. „To było prawdziwe!”, „To było życiowe!”, „Znam to!” – było słychać z sali. Ks. Proboszcz powiedział tym ludziom, że w Bożych oczach są wartościowi, noszą w sobie godność dzieci Bożych, której nikt i nic nie jest w stanie im odebrać.
Kiedy wychodziliśmy ciągle słyszeliśmy jak mantrę „Dziękujemy. Pamiętajcie o nas. Przyjdźcie jeszcze. To było piękne.” Każdorazowa wizyta w BCW jest dla nas dużym przeżyciem, ponieważ widzimy, że dla tamtejszych mieszkańców bardzo wiele znaczy nasza obecność. Na pewno wrócimy tam jeszcze nie raz, ponieważ w tych ludziach można spotkać cierpiącego Chrystusa.
Karolina