„Dlaczego wcześniej nie przyjeżdżałam na te obchody?” – zapytała Kasia, jedna z uczestniczek pielgrzymki na Górę Świętej Anny, która odbyła się 12 września. Spod naszego kościoła wyjechaliśmy wraz z ks. Proboszczem o godz. 5.30, żeby po drodze zabrać jeszcze Parafian z Bobrka. Kiedy byliśmy już w komplecie, wychwalaliśmy Matkę Bożą śpiewem Godzinek o Niepokalanym Poczęciu. O godz. 7.30 rozpoczęła się Msza św. w grocie, której przewodniczył i kazanie wygłosił Biskup opolski Andrzej Czaja. Zresztą, chyba żaden z pielgrzymów nie wyobraża sobie Wielkiego Odpustu Kalwaryjskiego bez Biskupa Czai. To hierarcha, który zawsze towarzyszy ludowi Bożemu, zawsze ma dla niego czas.

Podczas homilii ks. Biskup m. in. przypomniał życiorys św. Franciszka z Asyżu, bowiem podobnie jak w sierpniu, i tym razem tematem kazań kalwaryjskich było życie, cnoty i posłannictwo św. Ojca Franciszka. Kaznodzieja prosił, żebyśmy zabrali ze sobą w sercu słowa Biedaczyny z Asyżu wypowiedziane na łożu śmierci „Wystarczy mi wiedzieć, że Chrystus był ubogi i ukrzyżowany”. Ks. Biskup zachęcał, abyśmy zachwycili i wzruszyli się prawdą, że Jezus ogołocił się dla nas ze wszystkiego i z miłości do nas pozwolił się okrutnie zabić. Wiemy o tym, słyszymy to w kościele na każdym kroku, ale czy zachwyciliśmy się już tą Bożą miłością? Uświadomiliśmy sobie, że Bóg umarł z miłości do MNIE? Kaznodzieja wskazał też na potrzebę wywyższenia krzyża w naszym życiu i w sercach ludzkich.

Po spotkaniu na Eucharystii z żywym Bogiem tłum pątników wyruszył na kalwaryjskie ścieżki. Wśród tego tłumu nasz ks. Proboszcz, nasi Parafianie oraz dwa miechowickie sztandary Dzieci Maryi. Na kilka godzin weszliśmy w przeżywanie Męki naszego Pana. Pomagaliśmy sobie nawzajem w razie potrzeby, częstowaliśmy się pysznościami wydobywanymi z plecaków, wsłuchiwaliśmy się w kazania kalwaryjskie, które głosili ojcowie Franciszkanie i Siostra Loretanka. Piękne kazanie o pokoju wygłosił o. Waldemar Polczyk, który powiedział, że współcześni ludzie chcą świętego spokoju, budują domy z wysokim ogrodzeniem, a tak naprawdę źródło największego niepokoju noszą w swoich sercach…

Obchody kalwaryjskie ku czci Świętego Krzyża zakończyły się ok. godz. 16.45, ale nie był to koniec pielgrzymki. Skorzystaliśmy z franciszkańskiej gościnności i posililiśmy się pysznym domowym obiadem. O godz. 19.00 rozpoczęło się nabożeństwo światła, które niezmiennie, od ponad 100 lat gromadzi rzesze wiernych. Z Placu Rajskiego do groty przeszła procesja składająca się z dziesiątek krzyży i sztandarów. Szliśmy przy akompaniamencie annogórskiego chóru, a na końcu niesiono wielki, oświetlony krzyż. W tym roku nabożeństwo światła było połączone z Transitusem czyli franciszkańskim nabożeństwem upamiętniającym śmierć św. Franciszka, które zwykle sprawuje się z 3 na 4 października. Odśpiewaliśmy wezwania i litanię do św. Franciszka. Kazanie wygłosił krakowski Biskup pomocniczy o. Damian Muskus. Mówił, że spojrzenie Chrystusa z krzyża odmieniło św. Franciszka, który odtąd patrzył na bliźnich spojrzeniem Jezusa. Biskup Muskus zostawił nas z pytaniem „Kogo moimi oczami pragnie zobaczyć Chrystus?”, nawiązując do potrzeby wzajemnego przebaczenia, u podstaw którego stoi właśnie miłosierne spojrzenie. Oczywiście nie mogło zabraknąć odśpiewania podczas nabożeństwa kanonu „Krzyż i wiara zawsze trwać będą” – ta pieśń słyszana na żywo, kiedy śpiewa ją tłum ludzi, robi ogromne wrażenie. Nasze Marianki nie mogły za to doczekać się pieśni „Abba Ojcze”, podczas której wszystkie sztandary uniesione są w górę i kołyszą się z jednej strony na drugą.

Jak co roku, niezmiennie, zachęcamy naszych Parafian, aby odważyli się jechać na tę pielgrzymkę, nie bali się zmęczenia, jakie jej towarzyszy, bo żadne zmęczenie nie jest w stanie przyćmić pięknych, duchowych przeżyć, które jej towarzyszą.

Karolina