Drodzy Czytelnicy,

to już trzecie świadectwo o powołaniu do życia konsekrowanego, którym dzielą się z nami Siostry Wieczystki, przygotowujące się do ślubów wieczystych w Miechowicach. Tym razem kilka słów skierowała do nas s. M. Dominika Jeliczek, na co dzień posługująca w Elżbietańskim Centrum Pomocy Ubogim w Poznaniu i ucząca się w Studium Muzyki Kościelnym, aby zostać organistką. Kiedy o niej myślę najpierw słyszę jej piękny głos – s. Dominika ma wielki talent do śpiewu. Jej głos jest niezwykle ciepły i kojący. Można słuchać jej śpiewu godzinami. Drugi „obrazek”, który przywołuję, kiedy słyszę o tej Siostrze, to refektarz w miechowickim klasztorze, krzyż na ścianie i s. Dominika podchodząca do niego, kładąca rękę na Sercu Pana Jezusa i mówiąca „Mój Kochany”. Ta scena mówi wszystko. Zapraszamy do lektury.

Pochodzę z wierzącej, śląskiej, katolickiej rodziny. Bóg zawsze był obecny w naszym domu. Jednak w pewnym momencie mego życia, po szkole średniej, zszedł na dalszy plan. Dość mocno oddaliłam się od Boga. Mimo uczestnictwa w niedzielnej Mszy św., nic tak naprawdę z niej nie wynosiłam, nie myślałam nawet o tym, czym jest Eucharystia i co się na niej dzieje. Coraz rzadziej przystępowałam do spowiedzi świętej, trwałam w grzechach ciężkich. Wpadłam też w „nie najlepsze” towarzystwo. Pan Bóg jednak nie dał za wygraną i po paru latach błąkania się po bezdrożach, na nowo „pociągnął mnie Swymi więzami miłości”, wzbudzając we mnie mocną tęsknotę za sakramentami świętymi, a także pragnieniem bliższego poznania Go. Któregoś zimowego wieczoru udałam się z mamą na zorganizowany przez parafię wyjazd na Tyski Wieczór Uwielbienia, na którym mocno doświadczyłam Bożej Obecności i miłości. Od tego wieczoru wszystko zmieniło się o 180 stopni. Pan Bóg mocno wkroczył w moje życie. Odbyłam spowiedź generalną i wreszcie znów w pełni mogłam uczestniczyć w Eucharystii (codziennej), bez której już nie mogłam żyć. Głód Boga, modlitwy, Słowa Bożego, adoracji wzrastał. Pojechałam też na rekolekcje lectio divina w zupełnej ciszy, konfrontując swe życie ze Słowem Bożym. A Bóg w ciszy mocno działał i działa do dziś. Rozpoczęło się intensywne rozeznawanie mojego powołania. Pytałam Boga, czego tak naprawdę ode mnie chce, jaki plan ma na moje życie. Ciągle miałam przekonanie, że nie jestem na swoim miejscu. Zwolniłam się z pracy, czułam w sercu wielkie rozdarcie i wiedziałam, że coś musi się zmienić. Cierpliwie czekałam. Pragnęłam wypełnić wolę Bożą w swym życiu, wiedziałam, że tylko wtedy będę szczęśliwa. Pewnego dnia, wsłuchując się w słowa psalmu 37 „Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu, a On sam będzie działał”, kłóciłam się nieco z Panem Bogiem, krzycząc: „Dlaczego nie działasz?!”, a On w końcu mocno zadziałał i odpowiedział na długo zanoszone do Niego modlitwy. Tego dnia, niespodziewanie, na prośbę koleżanki, jechałam odebrać powracające z pielgrzymki do Medjugorie dwie zupełnie nieznane mi dziewczyny. Po krótkiej rozmowie okazało się, że jedna z nich jest w aspiranturze u Sióstr Elżbietanek. Już nie raz rozważałam drogę zakonną, ale myślałam, że może tylko mi się wydaje. Znałam już także jedną siostrę Elżbietankę, nie sądziłam jednak, że to zgromadzenie jest dla mnie. Ale Pan Bóg ma Swój czas i najlepiej wie, kiedy zadziałać. Po dwóch dniach już byłam na spotkaniu z Siostrą odpowiedzialną za formację zakonną, a po niecałych trzech miesiącach wylądowałam w klasztorze. Tak mógł zadziałać tylko Pan Bóg, bo ja sama bym sobie tego nie wymyśliła. Trzeba przyznać, że ma poczucie humoru. Od tamtej pory minęło już siedem lat. I jestem szczęśliwą siostrą Elżbietanką.

s. Dominika Jeliczek CSSE