W DRODZE…

Na Camino de Santiago de Compostella pragnąłem się wybrać od ponad dekady. Kiedyś zobaczyłem program w telewizji na ten temat i pomyślałem, że fajnie byłoby pójść szlakiem Camino. Wymyśliłem sobie, że jak nie zrobię tego do ukończenia 50-tego roku życia, to nie pójdę już wcale.

Aż tu nagle usłyszałem o planach takiej pielgrzymki organizowanej w naszej parafii przez ks. Pawła. Musiałem się wybrać! Pan Bóg naprawdę wsłuchuje się w nasze pragnienia i spełnia je. Ks. Paweł zorganizował wszystko – bilety, transport, noclegi – więc nie musieliśmy o to zabiegać. Trzeba było tylko zabrać odpowiedni bagaż (nosiliśmy go ze sobą cały czas) i wyruszyć w drogę. Dla mnie droga nie była łatwa, lekkie podejścia sprawiały, że moja kondycja wysiadała. Pod koniec każdego dnia nogi już bolały. Ale zadziwiające dla mnie było to, że przez noc nogi się regenerowały i rano byłem gotowy do dalszej drogi. Chociaż na końcu szlaku (celem wędrówki) jest miasto Santiago de Compostella, uzmysłowiłem sobie i doświadczyłem tego, że to „droga jest celem”. Nie jest aż tak ważne dojście do celu, ale ważniejsza jest wytrwałość w drodze do celu. Bez drogi nie osiągniemy celu! Na każdym kroku naszego życia podejmujemy decyzję, w którą stronę pójdziemy, w prawo, w lewo czy prosto? Idźmy zatem, nabywajmy doświadczenia, nie czekajmy, nie zastanawiajmy się za długo – aż ktoś nam powie gdzie mamy iść, gdzie jest lepiej lub gorzej – bo będziemy rozczarowani. Sami musimy doświadczyć konsekwencji naszych wyborów. Jeżeli źle wybierzemy, to zawsze też możemy zawrócić – to właśnie jest „doświadczenie drogi”, to właśnie jest „życie”.

Marian

Zapraszamy do galerii