ZIMOWE PÓŁKOLONIE, 29.01. - 03.02.2018 r.
Start Aktualności ZIMOWE PÓŁKOLONIE, 29.01. - 03.02.2018 r.
ZIMOWE PÓŁKOLONIE, 29.01. - 03.02.2018 r.
niedziela, 25 lutego 2018 12:40

 

Ferie zimowe są półmetkiem roku szkolnego. Wszyscy uczniowie nabierająwtedy sił do wytężonej pracy i nauki w II semestrze, aby w czerwcu cieszyć się z jak najlepszych ocen na świadectwie. Kiedy zbliża się zimowa przerwa w nauce wielu z nas planuje wyjazdy, aby choć na chwilę zmienić otoczenie, oderwać się od codzienności, spędzić ze sobą więcej czasu i zregenerować organizm. Niestety nie wszyscy mają możliwość wyjazdu. Część dzieci, młodzieży zostaje w domach, a i niektórzy dorośli nie mogą pozwolić sobie na urlop więc w tym czasie pracują. Nasi najmłodsi Parafianie, którzy byli na miejscu w pierwszym tygodniu ferii, mieli okazję skorzystać z kolejnych zimowych darmowych półkolonii organizowanych przez ks. Proboszcza. Już miesiąc przed rozpoczęciem Ksiądz myślał, zastanawiał się, gdzie tym razem zabrać dzieci, żeby mogły poznać nowe miejsca, nauczyć się czegoś mądrego i zebrać garść pięknych wspomnień.

Półkolonie rozpoczęliśmy wyjazdem do katowickich Panewnik, aby w Bazylice św. Ludwika Króla i Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zwiedzić bożonarodzeniowe szopki. Pierwsza z nich, największa, znajduje się w prezbiterium. Całkowite wymiary żłóbka w bazylice to: wysokość – 18 m, szerokość (środek + boczne nawy) – 32 m, głębokość – 10 m. To właśnie przed ołtarzem głównym powitał nas jeden z ojców franciszkanów, nasz przewodnik, który wygłosił do nas kilka pouczających zdań o prawdziwym sensie Bożego Narodzenia, mędrcach przybyłych do Jezusa i pasterzach, którzy jako pierwsi usłyszeli radosną nowinę. Przyglądając się 120 postaciom betlejemskiej stajenki zaśpiewaliśmy Panu Jezusowi nasze ulubione kolędy, po czym przeszliśmy do innego pomieszczenia, aby zobaczyć ruchomą szopkę. Autorem wszystkich figur jest o. Alan – jak powiedział nasz przewodnik – bardzo zdolny i skromny franciszkanin. Wśród postaci znajdujących się w ruchomym żłóbku możemy wyróżnić św. s. Faustynę, św. Matkę Teresę z Kalkuty, św. Wojciecha biskupa, św. Jana Pawła II, św. Jadwigę królową, bł. ks. Jana Popiełuszkę i wielu innych. Przechodząc na teren ogrodu klasztornego udaliśmy się jeszcze do żywej szopki, w której atrakcją były zwierzęta: kucyk, owce, osioł, alpaki, bażanty, kaczki, perliczki i gołębie. Wyjątkową sympatią obdarzyliśmy osła Stasia stojącego w kącie, jakby nad czymś się zastanawiał. Ojciec powiedział nam, że poprzedniego dnia ktoś zapytał Stasia ile jest 2+2 i teraz Staś intensywnie myśli nad odpowiedzią. O. Fryderyk zaprowadził nas także do groty Matki Bożej z Lourd, gdzie odmówiliśmy modlitwę Anioł Pański. Trzeba przyznać, że troszkę zmarzliśmy od początku zwiedzania, dlatego w drodze do autobusu wstąpiliśmy do świetlicy, gdzie czekała na nas gorąca herbata i drożdżówki. O godz. 13.00 wróciliśmy do Miechowic, aby zjeść pyszne kiełbasy z ogniska. Było zimno, więc ich pieczenie było dla nas przyjemnością. Pożegnaliśmy się chwilę po godz. 14.00.

We wtorek spotkaliśmy się w kościele już o godz. 7.00. Pomodliliśmy się o Boże błogosławieństwo, sprawdziliśmy obecność i wyruszyliśmy do Wisły, a konkretnie do malowniczej Doliny Białej Wisełki. Po dotarciu na miejsce od razu przesiedliśmy się na wozy, aby wziąć udział w kuligu. Niestety śniegu było jak na lekarstwo i nie było możliwości przejazdu na saniach. Jadąc podziwialiśmy piękny, górski krajobraz czując chłodny wiatr na policzkach. Wsłuchiwaliśmy się przy tym nie tylko w szum górskich potoków, ale również w dźwięk wesołych dzwonków konnego zaprzęgu. Prawdziwy kulig musi zakończyć się wspólnym pieczeniem kiełbas. Tym razem zrobiliśmy to w chacie góralskiej nad otwartym paleniskiem. Nawet największe niejadki, kiedy poczuły wyśmienite zapachy, nie oparły się smakowitym kiełbaskom. Czas pobytu w Dolinie Białej Wisełki dobiegł końca. Przeszliśmy więc z powrotem do autokaru i pojechaliśmy jeszcze pod skocznię narciarską im. Adama Małysza w Wiśle Malince. Oprócz zwiedzenia obiektu sportowego uczestnicy półkolonii zakupili pamiątkowe drobiazgi. Ciepło robi się na sercu kiedy dzieci kupując pamiątki mówią, że to dla mamy, taty czy rodzeństwa, które zostało w domu. W drodze powrotnej wstąpiliśmy jeszcze do uwielbianej przez najmłodszych restauracji Mc Donald's. Najedzeni, szczęśliwi, cali i zdrowi wkrótce rozeszliśmy się do domów.

Środa była półmetkiem półkolonii. Na ten dzień zaplanowano wyjazd do Escape room'u w Katowicach czyli inaczej do pokoju zagadek. „Escape room to fenomenalna gra przeniesiona z popularnej zabawy online do świata rzeczywistego. (…) gracz sprzed ekranu monitora zostaje osobiście wrzucony w wir wydarzeń i sam musi rozwikłać

zagadki, by wydostać się z pokoju. Zagadki to jednak nie wszystko, (...) gdyż scenarzyści pokoi wpadli jeszcze na pomysł, by dodać gry zręcznościowe oraz określony czas na wydostanie się z tarapatów. I to właśnie nieubłaganie uciekający czas (…) jest przeciwnikiem bez litości” (https://lockme.pl/co-to-jest-escape-room/). Pierwszym zadaniem tego dnia było przestrzeganie dyscypliny, ponieważ wysiadaliśmy z autokaru w centrum Katowic i od razu musieliśmy podzielić się na 2 grupy. Nasze dzieci nie zawiodły w tej kwestii, dlatego obie grupy szybko dotarły na miejsce, gdzie pracownicy Escape room'u wytłumaczyli zasady zabawy. Już za chwilę wszyscy weszli do swoich pokoi, w których zostali zamknięci. Każda kilkuosobowa grupa rozwiązywała tematyczne zagadki, dot. np. starożytnego Egiptu, I wojny światowej czy nawet starej pralni. Przez cały czas pracownicy obserwowali uczestników, ponieważ w każdym pokoju jest monitoring. Jeśli któraś z grup nie umiała poradzić sobie z jakimś zadaniem wówczas dzwoniła po pomoc. Dzieci nie poddawały się, szukały wytrwale wszelkich możliwych rozwiązań, kombinowały, ale po upływie czasu jedynie trzy grupy z dziewięciu zdołały same uwolnić się z pokoju. Kiedy wracaliśmy do domu emocje sięgały zenitu. Uczestnicy byli niesamowicie podekscytowani i przez cały czas opowiadali o swoich wrażeniach. Nastrój udzielił się także opiekunom. Polecamy tę formę rozrywki całym rodzinom, ponieważ dzięki niej można bardzo ciekawie spędzić razem czas i nauczyć się współpracy. Do Miechowic wróciliśmy przed 14.00 więc w domu katechetycznym zjedliśmy jeszcze pyszne drożdżówki ofiarowane nam przez właściciela Piekarni Cukierni Kwapisz.

W czwartek poznaliśmy zupełnie nowe miejsce – tylko dwoje dzieci było tam już wcześniej. Niedaleko stąd, w małej miejscowości Koziegłowy w kierunku Częstochowy, powstała Osikowa Dolina. Co to za miejsce? Tak o sobie opowiadają twórcy. „Osikowa Dolina od zawsze była częścią Jury, niezwykłą i odmienną. Jej mieszkańcy od XIX wieku wykorzystywali naturalne zasoby osikowego drewna, z jego niedoskonałości i miękkości uczynili sztukę! Siłą męskich rąk powstawało łyko, z którego kobiece dłonie wyczarowywały piękne kwiaty, kapelusze, maty, zabawki i dekoracje. Mamy wyjątkowy zaszczyt kontynuować tę XIX wieczną tradycję. Narzędzia i technologia pozostały niezmienne, ale surowiec choć wydaje się delikatny i kruchy, jest trwały i mocny, co daje ogromne możliwości. Dlatego też nie ustajemy w poszukiwaniach nowych form i śmiało podejmujemy ciekawe wyzwania, przełamując bariery, czego najlepszym przykładem jest uszyty przez nas największy na świecie kapelusz z osiki wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. (…) Wszystkie wyroby wykonane ręcznie z drewna osikowego są naturalne i ekologiczne. Technologia polega na ręcznym struganiu odpowiednimi heblami drewna osikowego na bardzo cienkie łyko (wióry) o grubości od 0,15 do 0,4 mm. Z nich następnie wycinane, wyplatane i formowane są poszczególne elementy, później wyroby i kompozycje. Cała reszta to precyzja ręki cieśli, zręczność palców i magia wyobraźni. Naszą pracą pragniemy Państwu przekazać najważniejsze dla nas wartości takie jak natura, tradycja i rękodzieło. Do dzisiaj wyroby z osiki są unikatowe w skali światowej ze względu na użyty surowiec, wzornictwo i technologię wytwarzania” (http://www.osikowadolina.pl/sklep/o-nas/). Kiedy przyjechaliśmy na miejsce zostaliśmy przywitani niezwykle ciepło. Od razu poczuliśmy się jak w domu. Pierwszą częścią wycieczki było zapoznanie dzieci z historią i twórczością Osikowej Doliny. Poczęstowano nas także przepysznymi, maślanymi ciasteczkami wypiekanymi przez żonę właściciela. Następnie podzieliliśmy się na grupę młodszych i starszych dzieci. W osobnych salach przygotowano warsztaty. Pomyślano nawet o opiekunach. Każda osoba mogła samodzielnie wykonać Minionka i koszyk z drewna osikowego. Od najmłodszego do najstarszego – wszyscy mieliśmy z tego niesamowitą frajdę! Dzieci odkryły coś nowego, a dorośli przypomnieli sobie jak pięknie było być dzieckiem. W trakcie przerwy mogliśmy samodzielnie wyciąć osikowe wióry i zakupić ozdoby, biżuterię lub zestawy do kreatywnej zabawy. Dzieci ze smakiem zjadły też przygotowane przez nas bułki. Kilka godzin pobytu w Osikowej Dolinie minęło nam tak szybko, że aż żal było wyjeżdżać. Nasze osikowe dzieła zostały podpisane i spakowane do kartonu, dlatego po powrocie bez problemu każdy otrzymał swojego Minionka i koszyk. Warto jeszcze podkreślić niecodzienne podejście właściciela i pracowników tego miejsca do odwiedzających. Tam nie było czuć biznesu, chęci „zaliczenia” kolejnej grupy, ale za to można było wyczuć ogromną serdeczność, zainteresowanie, traktowanie nas jak gości w swoim domu. Z całego serca polecamy Osikową Dolinę na weekendowe popołudnia!

Kolejnego dnia półkolonii dzieci mogły się wyspać, ponieważ wybieraliśmy się do Multikina i zbiórka była dopiero o godz. 10.00. Na kinowym ekranie obejrzeliśmy bajkę „Gnomy rozrabiają”, która porusza problem dzieci i nastolatków korzystających z niezliczonych aplikacji i zdobyczy techniki, a niemających przyjaciół w rzeczywistości. Morał z bajki? Prawdziwy przyjaciel to nie ten, którego wszyscy dookoła podziwiają za markowe ubrania czy najnowszy smartfon, ale ten, kto jest wierny i nie opuści nas w biedzie.

W sobotę udaliśmy się do najsłodszego miejsca na świecie – do Manufaktury słodyczy Hokus Pokuss w Żarkach. Lizaki i karmelki wyrabiane są tam ręcznie, według tradycyjnych receptur, z naturalnych składników i aromatów. Kiedy weszliśmy do środka wszystkim łasuchom pociekła ślinka. Kolorowe lizaki, cukierki i żelki wyglądały bardzo smakowicie. Od razu po rozebraniu kurtek poproszono nas o umycie rąk. Następnie przyglądaliśmy się jak panie produkowały słodkości krok po kroku. Najlepsze było dopiero przed nami. Z radości dzieciom aż zaświeciły się oczka, kiedy usłyszały, że teraz same zrobią sobie lizaki. Z uwagą słuchały wskazówek i już niebawem wszyscy trzymali w rękach kolorowe lizaki własnej produkcji. Smakowały sto razy lepiej niż te kupne! Potem mieliśmy jeszcze chwilę na zakup innych słodkości – małych dzieł sztuki, i już musieliśmy żegnać się z manufakturą, ponieważ oczekiwano nas jeszcze w Starym Młynie. Jest on idealnym przykładem na zagospodarowanie budynków, które kiedyś tętniły życiem, a obecnie niszczeją. Muzeum Dawnych Rzemiosł w Starym Młynie w Żarkach jest jednym z obiektów Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Przy pomocy pani przewodnik i różnych multimedialnych pokazów dowiedzieliśmy się jak dawniej wyrabiano mąkę, pieczono chleb, produkowano beczki czy robiono buty. Wiedza podawana jest tam w sposób przystępny, nowoczesny i bardzo atrakcyjny. Stary Młyn w Żarkach również polecamy Parafianom, którzy lubią poznawać nowe, ciekawe miejsca.

To już koniec naszych półkolonii. Modlitwę wdzięczności kierujemy do Boga, bez którego nic nie możemy zrobić. Dziękujemy p. Wiesławowi Wójcikowi za wynajem autokaru i p. kierowcy za bezpieczne podróże. Bóg zapłać p. Kwapiszowi za darmowe bułki i drożdżówki, którymi zajadaliśmy się każdego dnia. Dziękujemy Dzieciom Maryi za opiekę nad dziećmi. Dziękujemy wszystkim Parafianom, którzy wspierają festyn, kiermasze i zbiórki w Wielką Sobotę, z których dochód przeznaczamy na półkolonie. Na koniec dziękujemy ks. Proboszczowi, który niestrudzenie troszczy się o to, by dwa razy w roku organizować darmowy wypoczynek i dba, by był on atrakcyjny dla uczestników. Dziękujemy za opiekę nad dziećmi i wielkie serce. Niech Pan Bóg i uśmiech najmłodszych Parafian będą dla Księdza największą nagrodą.